Blog Macieja Ku¼micza o dalekiej zagranicy i rozwoju. Indie, Chiny, Brazylia. Pomoc zagraniczna i humanitarna, ONZ i globalizacja.
pi±tek, 02 pa¼dziernika 2009

Olimpiada jedzie do Rio! Ale to nie tylko rado¶æ dla Brazylijczyków, którzy ju¿ planuj± najwiêksz± imprezê ¶wiata na otwarcie i zamkniêcie Olimpiady - ale równie¿ dowód na to, jak wa¿ne s± dzi¶ pañstwa rozwijaj±ce siê. Jakie miejsce w ¶wiecie dzi¶ zajmuj±, jak bardzo przesun±³ siê ¶rodek ciê¿ko¶ci w polityce zagranicznej.

Przyznanie prawa do organizacji globalnych igrzysk to politycznie wa¿ki sygna³ spo³eczno¶ci miêdzynarodowej: jeste¶cie wa¿ni, istotni, chcemy Was doceniæ. Gospodarczo to potwierdzenie, ¿e te pañstwa s± na tyle atrakcyjne, ¿e Olimpiada spokojnie siê w nich zwróci i ¿e tam s± konsumenci, którymi trzeba siê zaj±æ.

Je¶li pobie¿nie spojrzeæ na kalendarium wa¿nych imprez sportowych z pocz±tku XXI wieku:
I z koñca XX wieku, widaæ wielk± zmianê. Od pocz±tku lat 90., czyli od momentu gdy znik³ dwubiegunowy uk³ad si³ w stosunkach miêdzynarodowych, Olimpiady by³y w: Barcelonie (1992), Atlancie (1996), Sydney (2000), Atenach (2004). Czyli pañstwch zamo¿nych, panstwach "Zachodu".

Od momentu, gdy sta³o siê jasne, ¿e potêga gospodarcza pañstw rozwijaj±cych siê jest nie do zignorowania, Olimpiada zago¶ci³a w Pekinie (2008), nastêpna bêdzie w Londynie (wyj±tkowo), a kolejna - w 2016 r. - w Rio de Janeiro.

Warto chyba dodaæ, ¿e nastêpne mistrzostwa ¶wiata w pi³ce no¿nej bêd± w Republice Po³udniowej Afryki (2012), a olimpiada zimowa - w Soczi, w Rosji (2014).

Oczywi¶cie, nie znaczy to ¿e Olimpiady teraz bêd± zawsze w panstwach rozwijaj±cych siê - ale to nie jest przypadek, ¿e pañstwa rozwijaj±ce siê dostaj± tak wiele wa¿nych, presti¿owych imprez. Bo przecie¿ nie tylko o sport tutaj idzie, jak pokaza³y igrzyska w Pekinie.

W tym kontek¶cie pora¿ka Chicago nie powinna nikogo zaskoczyæ.

PS. ¦wiat Inaczej wraca - powoli, po d³ugiej przerwie, i dziêkuje wszystkim, którzy czytali podczas okresu hibernacji. Sporo siê zmieni³o, tierralatina.pl uros³a (gratulacje!), blogosfera zmê¿nia³a, blox wypiêknia³... ¦wiat Inaczej nadal bêdzie obsesyjnie ¶ledzi³ pañstwa rozwijaj±ce siê i wielbi³ ONZ. To siê nie zmieni, to mogê obiecaæ

pi±tek, 03 kwietnia 2009

Najlepszym komentarzem do zakoñczonego wczoraj szczytu G20 w Londynie jest zdjêcie czterech globalnych liderów. Zacznijmy od drugiego planu: Amerykanin Barack Obama, podobno najpotê¿niejszy prezydent ¶wiata, cieszy siê jak dziecko, z uniesionym do góry kciukiem. W ¶rodku ¶mieje siê  Silvio Berlusconi, Europejczyk, obok niego prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew – te¿ zadowolony.

Ale to drugi plan.

Na pierwszym jest do¶æ powa¿ny, g³adko uczesany Hu Jintao, prezydent Chin. On lekko siê u¶miecha, jest z przodu, pierwszy.

Cieszê siê, ¿e to zdjêcie trafi³o przynajmniej na jedn± czo³ówkê w Polsce, bo jest historyczne i je¶li cokolwiek bêdzie przedrukowywane z tego spotkania, to w³a¶nie to.

Zdjêcie ¶wietnie komentuje wyniki spotkania globalnych liderów w Londynie, którzy radzili nad tym, jak walczyæ z kryzysem gospodarczym bez precedensu. Uradzili dodatkowe biliony dolarów na stymulowanie gospodarki (Ameryka odetchnê³a z ulg±), pomoc dla pañstw rozwijaj±cych siê (uzale¿niona od ropy Rosja siê o nie modli³a), zapewnienia o solidarno¶ci (Europa cieszy³a siê jak dziecko). Wiêcej o dok³adnych ustaleniach i tekst porozumienia jest tutaj.

Ale to drugi plan decyzji. Kiedy przejrzeæ dok³adnie tekst komunikatu G20, widaæ ¿e najwa¿niejsze s± trzy elementy:

Po pierwsze, poprzednie centrum decyzji Europa-Ameryka w³a¶nie symbolicznie przesta³o istnieæ. Europa i Ameryka, przygniecione problemami strukturalnymi gospodarki, stoj±ce pod ¶cian±, zgodzi³y siê z³amaæ niepisane porozumienie ¿e szefem Miêdzynarodowego Funduszu Walutowego jest Europejczyk, a Banku ¦wiatowego – Amerykanin.

We agree that the heads and senior leadership of the international financial institutions should be appointed through an open, transparent, and merit-based selection process.

To znaczy, ¿e pañstwa rozwijaj±ce siê – czytaj Chiny – dostan± ju¿ wkrótce szefostwo w MFW. Czy to wa¿ne?
Oczywi¶cie – bo MFW dostanie superw³adzê nad ¶wiatowym systemem finansowym, bêdzie go kontrolowa³, bêdzie kontrolowa³ regu³y przep³ywu kapita³u! To drugie bardzo wa¿ne postanowienie. To widaæ w kolejnym akapicie komunikatu:

So alongside the significant increase in resources agreed today we are determined to reform and modernise the international financial institutions to ensure they can assist members and shareholders effectively in the new challenges they face. We will reform their mandates, scope and governance to reflect changes in the world economy and the new challenges of globalisation, and that emerging and developing economies, including the poorest, must have greater voice and representation.

Po trzecie, w deklaracji z Londynu znalaz³ siê punkt o pomocy pañstwom najbiedniejszym – dostan± 6 mld dol. W ci±gu 2-3 lat na pomoc.

We have committed, consistent with the new income model, that additional resources from agreed sales of IMF gold will be used, together with surplus income, to provide $6 billion additional concessional and flexible finance for the poorest countries over the next 2 to 3 years. We call on the IMF to come forward with concrete proposals at the Spring Meetings.

To jest nic i je¶li mówimy o globalnej pomocy po to, by poprawiæ bezpieczeñstwo na ¶wiecie, to G20 siê zb³a¼ni³o. ¦wiat bêdzie nadal pêka³ na zamo¿nych i biednych. A to oznacza wiêcej terroryzmu, wiêcej porwañ statków, wiêcej niestabilno¶ci – która nie pos³u¿y ani rozwojowi, ani pokojowi na ¶wiecie.

Tym niemniej, 2 kwietnia 2009 w Londynie podpisano co¶, co przenios³o znaczn± czê¶æ geopolityki z Atlantyku na Pacyfik.

Bang.

Witajcie w nowym, wspania³ym ¶wiecie.

W³a¶nie zmieni³ siê jego porz±dek.

PS.
Drodzy Czytelnicy „¦wiat Inaczej”, ostatnio pewnie zauwa¿yli¶cie, ¿e blog pisze siê powoli i z rzadka. Wszystko z powodu nowego projektu, który poch³ania wiêcej ni¿ 100 proc. mojego czasu. W³a¶nie dlatego ¦wiat Inaczej przechodzi do trybu „wolny, ale lepszy” – bêdzie mniej tekstów, ale d³u¿sze i – mam nadziejê – ciekawsze.
Poza tym: jeste¶cie fenomenalni, w zalewie blogasków publikuj±cych klipy z Youtube nadal czytacie nudy o ¶wiatowej gospodarce, polityce, rozwoju i Tybetañczykach. Dziêki bardzo, szacunek ;-)

poniedzia³ek, 23 marca 2009

To jeden z najdziwniejszych ruchów wyzwoleñczych ¶wiata.
Jego bojownicy walcz± o kraj, którego nigdy nie widzieli.
Rz±d Chin nazywa ich „wielkim zagro¿eniem", choæ nie maj± broni.

To m³odzi Tybetañczycy. Ich rodzice uciekli z Tybetu przed  prze¶ladowaniami, oni sami urodzili siê w Indiach.
Od zawsze ¿yj± w zawieszeniu: miêdzy wspomnieniami rodziców, naukami buddyzmu i najnowszymi modelami telefonów komórkowych.
Pytaj±: co dalej?
I coraz rzadziej akceptuj± odpowiedzi Dalajlamy na to pytanie.

***

Najs³awniejsze zdjêcie z najbardziej ¶mia³ej akcji antychiñskiej w Indiach jest zupe³nie zwyczajne.
Niepozorny, chudy ch³opak w jasnych d¿insach szarpie siê z indyjskimi policjantami na rusztowaniu. Na wysoko¶ci 14. piêtra.
To Tenzin Tsundue.
Postaæ jest maleñka, u jej stóp ³opocz± trzy zszyte razem czerwone  flagi chiñskie z napisem „Free Tibet". Rusztowanie stoi w centrum Bombaju, przy luksusowym hotelu Oberoi. Najwa¿niejsze dzieje siê poza kadrem: tam ówczesny premier Chin Zhu Rongji patrzy ze zdumieniem na ¶mia³ka, który odwa¿y³ siê zak³óciæ oficjaln± wizytê i bezczelnie rzuci³ wyzwanie Chinom.
W rzeczywisto¶ci Tenzin Tsundue jest na pierwszy rzut oka jeszcze bardziej niepozorny, ni¿ na zdjêciu. Ale tylko na pierwszy rzut oka.
Szczup³y, niewysoki trzydziestolatek ma zawziêty wzrok i ton g³osu, który nie znosi sprzeciwu. Gdyby urodzi³ siê w Europie, móg³by byæ zbuntowanym artyst±.
Ale urodzi³ siê w kraju, który nie jest jego ojczyzn±.
- Jeste¶my go¶æmi. Indie s± piêkne, wspania³e, szanujê je. Wychowa³em siê tu, gdy moi rodzice przyszli z Tybetu. Ale mieszkaæ tutaj to tak, jakby ca³y czas byæ tylko u kogo¶ z wizyt±. Nawet je¶li dom, do którego poszed³e¶ jest piêkny, to nie jest twój. A to boli - mówi Tenzin i odgarnia w³osy, które zas³aniaj± czerwon± przepaskê na czo³o. Nosi j± ca³y czas od kilku lat. - Nie zdejmê, dopóki Tybet nie bêdzie wolny.
- A jak nigdy nie bêdzie?
- Niemo¿liwe.
Tenzin urodzi³ siê w obozie dla uchod¼ców tybetañskich. Jego rodzice uciekli przez Himalaje w latach 50., po przegranym powstaniu niepodleg³o¶ciowym, przed represjami Chiñczyków. Mieli na plecach ca³y dobytek. Przez góry przesz³o wtedy oko³o 80 tys. Tybetañczyków. Prowadzi³ ich Dalajlama.
W ubieg³ym roku, przed olimpiad± w Pekinie w odwrotnym kierunku ponad setkê najbardziej wytrwa³ych zabra³ do domu Tenzin. Prowadzi³ pokolenie dzieci uchod¼ców.
Siedzieli¶my wtedy w czerwcow± noc w du¿ym namiocie trzy kilometry przed Daræul±: ma³± wiosk± na granicy z Nepalem, zagubion± w przedgórzu Himalajów. Obok spa³o kilkunastu Tybetañczyków, skulonych w ¶piworach, a Tsundue opowiada³ dlaczego walka jest tak wa¿na. To by³a ostatnia noc desperackiego marszu m³odych Tybetañczyków do ojczyzny.
Marsz zorganizowali m³odzi liderzy organizacji pozarz±dowych na uchod¼stwie, w indyjskiej Dharamsali. Chcieli pokazaæ, ¿e pomimo olimpijskiej propagandy harmonii i sukcesu, problem Tybetu nie znik³.
Byli zdeterminowani: rozdali wszystko, co mieli - bo byli przekonani, ¿e nie wróc± ju¿ na wygnanie. I ruszyli.
Przez ponad trzy miesi±ce kilkuset Tybetañczyków przesz³o 1300 kilometrów w upale i kurzu. Wielokrotnie aresztowa³a ich indyjska policja, Dalajlama dwukrotnie potêpi³ marsz - mówi³, ¿e jest „awanturniczy".
Duchowy lider Tybetañczyków wierzy w Drogê ¦rodka - negocjacje z Chinami, które dzi¶ panuj± w Tybecie. Ma nadziejê, ¿e w³adze w Pekinie dadz± Tybetowi daleko posuniêt± autonomiê, pozwol± na zachowanie odrêbno¶ci. Ale rozmowy przeci±gaj± siê od lat; i od lat nic z nich nie wynika.
- Oni zwodz± Dalajlamê, czekaj± na jego ¶mieræ. Tybet musi byæ niepodleg³y, nie autonomiczny. Tymczasem Chiñczycy oszukuj± ca³y ¶wiat, gdy mówi±, ¿e chc± z nami negocjowaæ - wyk³ada³ wojowniczo Tsundue, i poprawia³ okulary posklejane ta¶m±.
- Dzi¶ w Indiach jest oko³o 100 tysiêcy Tybetañczyków. Doros³o ju¿ pokolenie, które nigdy nie widzia³o Tybetu. Co siê stanie, je¶li to pokolenie zapomni? To bêdzie klêska. Dlatego w³a¶nie idziemy w marszu.
- Rodzina? Nie, dzi¶ nie jest czas na dzieci. Ja mam Tybet. To jest dla mnie rodzina.
Tenzin ³adowa³ komórkê i laptop z przeno¶nego generatora, przegl±da³ notatki, studiowa³ mapê. W namiocie wygl±da³ jak dowódca przed ostatecznym starciem: wiedzia³, ¿e droga do Tybetu skoñczy siê przed granic± Indii. By³a noc, zacina³ deszcz i zimna górska mg³a zaczyna³a oblepiaæ ¶pi±cych.
- My musimy walczyæ tutaj, bo tam w Tybecie  walcz± codziennie. Zamykaj± naszych braci za posiadanie portretu Dalajlamy, za ¶piewanie pie¶ni. Musimy mobilizowaæ do nacisków na Chiny. U¶wiadomiæ, ¿e ludzie którzy robi± z nimi interesy, po¶rednio daj± pieni±dze na okupacjê Tybetu. Wiêc jak robicie interesy - ¿±dajcie respektowania praw cz³owieka. Trzeba to robiæ, ja wiem jak te prawa s± ³amane.
Tenzin by³ w Tybecie nielegalnie: w 1997 roku przedar³ siê bez dokumentów przez granicê indyjsko-chiñsk±, z³apa³a go stra¿ graniczna. To by³a samobójcza wyprawa. Dwudziestolatek zgubi³ siê, wiedzia³ tylko ¿e chce trafiæ do Tybetu. Trafi³ do wiêzienia i po trzech miesi±cach przes³uchañ Chiñczycy deportowali go do Indii.
- Czy by³o warto? ¯artujesz? Widzia³em swój kraj. By³em tam, st±pa³em po tej ziemi. Jakbym mia³ mapê, tobym ci chêtnie pokaza³... To, co ¿e mnie bili, straszyli ¶mierci±. Gdy mnie wyrzucili do Indii, wiedzia³em ju¿ na pewno ¿e Tybet nale¿y do nas, i musi byæ niepodleg³y. Wszyscy to musimy zrozumieæ, nawet Dalajlama.
Dzieñ pó¼niej ca³y marsz Tybetañczyków policja indyjska wy³apa³a i zapakowa³a do wiê¼niarek. Tenzin z towarzyszami zamiast walczyæ z policj±, usiedli w b³ocie górskiej drogi, i policjanci musieli ich odrywaæ od siebie si³±.
Nikt nie zaatakowa³ policji - bo buddystom nie wolno stosowaæ przemocy, nawet w walce o dom.

***

Najbardziej wywrotowa, niebezpieczna i antychiñska organizacja mie¶ci siê w pó³nocnych Indiach. Dok³adnie: w Dharamsali, w kilku pokojach na piêtrze starego domku. Dharamsala jest centrum wolnego Tybetu na wygnaniu. Tam jest siedziba rz±du tybetañskiego na uchod¼stwie, Dalajlamy. W sumie - kilkaset domów, które przycupnê³y na zboczach gór, restauracje, hoteliki, klasztor. Nierówne ulice, tury¶ci i mnisi.
¯eby trafiæ do antychiñskiego centrum, wystarczy skrêciæ z centralnego placyku wioski, przej¶æ sto metrów, wej¶æ po stromych schodach i pchn±æ stare drzwi. W³a¶nie tam jest biuro Kongresu M³odzie¿y Tybetañskiej.
Na ¶cianach „najgro¼niejszej" organizacji wisz± wycinki z indyjskiej prasy, na szafie stoi kilka odrapanych megafonów, w k±cie - stare ksero.
Na du¿ym stole aktywista prasuje stos tybetañskich flag.
- W³a¶nie tego boj± siê Chiny... Mówi±, ¿e jeste¶my organizacj± wywrotow±? Tylko pekiñska propaganda mog³a wymy¶liæ co¶ takiego - mówi z u¶miechem Dondup Dorjee, wiceprzewodnicz±cy Kongresu. Ale zaraz szybko powa¿nieje. - Mamy po prostu jasno sprecyzowane pogl±dy. Dzi¶ Tybet jest zniewolony, a musi byæ niepodleg³y. Nie ma trzeciej drogi.
Dorjee ma nieca³e 30 lat, jest wiceszefem Kongresu i jego sekretarzem ds. informacji. Koñczy³ Uniwersytet Jawaharlala Nehru - presti¿ow±, rozpolitykowan± uczelniê w New Delhi. Do Kongresu wst±pi³, bo chcia³ czego¶ wiêcej, ni¿ tylko zapewnieñ ¿e w sprawie Tybetu mo¿na dogadaæ siê z Chiñczykami. Organizacja ma 25 tys. cz³onków. ¯±da wolnego Tybetu.
W okularkach i szczup³y, ubrany w marynarkê, pod krawatem - Dondup wygl±da bardziej jak urzêdnik, ni¿ bojownik o wolno¶æ. Gdyby urodzi³ siê w Nowym Jorku, albo Londynie, móg³by spokojnie byæ w awangardzie krytyków sztuki albo stara³by siê o awans w du¿ej korporacji.
Ale urodzi³ siê jako uchod¼ca w Indiach.
- I to ciê na zawsze naznacza. Moje pokolenie musia³o sobie wymy¶liæ swoj± ojczyznê - mówi zdecydowanym g³osem.
Kongres jest niezale¿ny, finansowany ze sk³adek cz³onkowskich. I g³osi pogl±dy, które przyprawiaj± o ból g³owy Dalajlamê. - Bardzo szanujê Jego ¦wi±tobliwo¶æ. Ale trudno mi pogodziæ siê z tym, ¿e jeszcze w latach 80. mówi³ o niepodleg³o¶ci naszego kraju, a dzi¶ tylko o Drodze ¦rodka. On daje nam prawo wyboru. Nawet Budda mówi³: nie id¼cie ¶lepo za mn±, tylko przyjd¼cie ¶wiadomi. My chcemy byæ ¶wiadomi, nawet gdyby to oznacza³o sprzeciwienie siê Dalajlamie - mówi Dondup.
- Tybetañczycy nigdy nie byli rz±dzeni przez Chiñczyków! - oburza siê Dondup. - Nawet Dalajlama nie ma prawa zmieniaæ historii. Pomiêdzy nami i Chiñczykami nie ma ¿adnych punktów wspólnych! To s± dwa ¶wiaty: geograficznie, kulturowo, je¶li idzie o religiê. Nie ³±czy nas nic. Nie ma ¿adnych podobieñstw - wyja¶nia.
Kongres jest jedn± z organizacji tybetañskich, która najaktywniej próbuje walczyæ o niepodleg³o¶æ. Jego dzia³acze organizowali akcjê bojkotu olimpiady w Pekinie w ubieg³ym roku, ca³y czas prowadz± w Dharamsali strajki g³odowe, które maj± zwróciæ uwagê ¶wiata na Tybet.
Chêtnych nie brakuje, strajkuje siê rotacyjnie, po kilkana¶cie dni. Ale takie protesty nie przyci±gaj± ju¿ uwagi.  
- Jeste¶my buddystami, nie wolno nam przekroczyæ pewnych granic. Metoda protestu bez przemocy jest podstawowa.
- Ale w ten sposób trudno chyba co¶ wywalczyæ.
- Tak, to nie³atwe. Mo¿emy próbowaæ, mo¿emy posuwaæ siê do ekstremalnych form protestu. I tak bêdzie siê dzia³o, bo ludzie s± zdesperowani.
- Co to znaczy?
- To znaczy, ¿e powa¿nie my¶l± o strajku g³odowym do ¶mierci. Mówi± o samospaleniu. Nie mówi± tego ot, tak - s± powa¿ni. To s± ekstremalne formy protestu, skierowane przeciwko sobie. Ale je¶li trzeba, to i po nie siêgniemy. Cierpliwo¶æ moich znajomych tu, w Indiach, powoli siê wyczerpuje. Oni pytaj±: kiedy w koñcu zaczniemy co¶ robiæ? Kiedy bêdziemy dzia³aæ, a nie tylko g³odowaæ? W nasz statut wpisane jest, ¿e wszystkie ¶rodki, które prowadz± do wyzwolenia Tybetu, s± dobre.
- Nawet przemoc?
- Przemoc nie jest dobra. Ale... Wszystkie ¶rodki, tak jest napisane. Bez niepodleg³o¶ci nigdy nie bêdziemy szczê¶liwi. Ludzie s± na granicy wytrzyma³o¶ci. W rozmowach s³yszê, ¿e w walce politycznej marksizm jest znacznie bardziej skuteczny ni¿ buddyzm. „W moim przypadku, buddyzm po prostu nie dzia³a. Kiedy¶ by³ sensem ¿ycia, ale od kiedy dowiedzia³em siê jak bestialsko zabili moj± rodzinê, ju¿ nie jest" - powiedzia³ mi przyjaciel. I doda³, ¿e nie potrafi zabiæ kurczaka, ale z chêci± wykoñczy³by Chiñczyka... Wielu z nich mówi o podziemiu w Tybecie, o walce zbrojnej. Studiujemy, jak dzia³a³ serbski Otpor, mamy warsztaty, treningi.
- Dalajlalma to wszystko wyklucza.
- Wiem. Wszyscy to wiedz±. I mówi±, ¿e Dalajlalma jest jak wielki bananowiec: daje wspania³y cieñ, ale nie pozwala rozwin±æ siê trawie, która z tego cienia korzysta.
Nie czujê wobec Chiñczyków nienawi¶ci. Mam nadziejê, ¿e siê zmieni±. Ale bojê siê, ¿e to nigdy nie nast±pi. Natomiast widzê, jak zmieniaj± siê moi znajomi. I dziwi mnie polityka Chin. Przecie¿ ignoruj±c Dalajlamê, hoduj± naprawdê wielk± grupê, która jest gotowa na wszystko. Oczywi¶cie, jest czê¶æ która zasiedzia³a siê w Indiach, maj± karierê, dzieci...
- A ty?
- Najpierw walka, potem rodzina. Wiem, ¿e jest wielu Tybetañczyków, którzy nie troszcz± siê o ojczyznê, i po prostu robi± karierê. Nie z³o¶ci mnie to. Raczej smuci.

(cd. w nastêpnym wpisie)

22:27, maciej_kuzmicz , Azja
Link Komentarze (3) »
Jestem z Delhi i na pocz±tku w ogóle nie mia³am ochoty, ¿eby siê pojawiaæ w takiej wiosce jak Dharamsala - mówi Deckyi Ratutsang i ¶mieje siê g³o¶no. - My¶la³am: tutaj naprawdê nic nie ma! Ani porz±dnego kina, ani znajomych... Tylko te góry, klasztor, lamowie i tury¶ci. Ciekawsze rzeczy dziej± siê w Delhi.

Deckyi jest przed trzydziestk±, nosi koszulkê z napisem „Free Tibet", ci±gle siê u¶miecha, gestykuluje i zamawia herbatê za herbat±. Na jej kolorowy telefon ze zdartymi klawiszami co chwilê przychodz± SMSy.  
W Polsce Deckyi by³aby pewnie mened¿erk± w agencji PR albo biurze turystycznym, lubi³aby gad¿ety i je¼dzi³a na narty. Mog³oby jej smakowaæ sushi.
Tymczasem siedzimy w mikroskopijnej restauracji przy g³ównym placu w Dharamsali, Deckyi z przepastnej torby wyci±ga broszury tybetañskie. Za oknem t³umek turystów miesza siê z lamami w bordowych szatach.
- Szczerze mówi±c, do niedawna nawet nie bardzo cokolwiek wiedzia³am o walce o wolno¶æ Tybetu... Wiesz, w domu siê du¿o o tym mówi³o, mój ojciec jest bardzo zaanga¿owany, ale ja sama raczej  by³am zainteresowana innymi rzeczami na studiach - mówi i puszcza oko.
 - Innymi?
- No wiesz, znajomi, imprezy. Kino. Uwielbiam kino! No i praca. Skoñczy³am przecie¿ turystykê, pracowa³am w biurze podró¿y i by³am naprawdê zadowolona. Te rzeczy. Do momentu jak nie dopad³o mnie to, co prêdzej czy pó¼niej dotrze do ka¿dego Tybetañczyka na uchod¼stwie.
- Czyli co?
Zadzwonili do mnie z Tibetan Women's Association i poprosili, ¿ebym dla nich pracowa³a - mówi.
Stowarzyszenie to najwa¿niejsza tybetañska organizacja kobiet na uchod¼stwie: organizuje projekty edukacyjne, pomoc dla starszych w potrzebie, festiwale kulturalne.
Deckyi urodzi³a siê ju¿ na uchod¼stwie, w rodzinie jednego z zas³u¿onych tybetañskich dzia³aczy. Tak jak wszystkie tybetañskie dzieciaki chodzi³a do specjalnej szko³y prowadzonej przez Tibetan Children's Village, uczy³a siê tybetañskiego, potem koñczy³a liceum na prowincji.
- Przenios³am siê do Delhi i my¶la³am, ¿e bêdê mieæ ¿ycie jak wszystkie moje indyjskie znajome. Ale jestem Tybetank±, a Tybetañczycy maj± inne ¿ycie - opowiada Deckyi.
- To znaczy jakie?
- Takie, które widzisz przez pryzmat Tybetu. Wyja¶niê ci na przyk³adzie: masa organizacji z Europy siê z nami kontaktuje, równie¿ kobiecych. Czêsto pytaj±, czy jeste¶my feministkami. To nieporozumienie.
- Nie jeste¶cie?
- Nam zupe³nie nie o to chodzi! Jeste¶my zajête czym¶ innym, walczymy o Tybet. Jak ju¿ go wywalczymy, to bêdzie siê mo¿na zastanowiæ kim byæ: feministk±, szowinist± czy przeciêtniakiem. Ale najpierw musimy mieæ prawo byæ Tybetañczykami. Na razie nie mamy luksusu innych wyborów - mówi trzydziestolatka, która zrezygnowa³a z ¿ycia w stolicy.
- Kiedy podjê³am decyzjê o przeprowadzce, moi znajomi mówili: uciekniesz po tygodniu. Jak przyjechali mnie odwiedziæ, autobusem jest kilkana¶cie godzin, to byli zaskoczeni ¿e tak d³ugo wysiedzia³am w Dharamsali. To prawda, to miasteczko jest malutkie, nie ma imprez. Ale jestem teraz w dobrym wieku, ¿eby co¶ zrobiæ dla mojego kraju. No, mo¿e przyda³oby mi siê trochê wiêcej pieniêdzy. Mo¿e nowa komórka... Kiedy¶ mia³am ka¿d± najnowsz±, ale to by³y dawne czasy. Rzeczy s± dzi¶ mniej wa¿ne.
- Nie têsknisz za Delhi?
- Nie. Ono by³o inne, mo¿e do niego wrócê, ale bardziej ¶wiadoma. Kiedy zaczyna³am, nie bardzo chcia³am wyje¿d¿aæ do Dharamsali. Znajdowa³am wykrêty, wymówki. - Nie znam siê na tym, nie potrafiê - mówi³am, jak dziewczyny mnie namawia³y na dzia³anie w ruchu. Ale one by³y uparte! Dopiero za trzecim razem siê zgodzi³am. Dosta³am broszury, ksi±¿ki. Czyta³am. I dopiero wtedy zda³am sobie naprawdê sprawê z tego, kim jestem.
- Kim?
- Kobiet±, która ma wielki obowi±zek. I musi pomóc w walce o swój naród. To przychodzi nagle, jak co¶ oczywistego. Pracowa³am wtedy nad jakim¶ projektem, rozmawia³am z dziewczynami, które przysz³y z Tybetu przez góry. One opowiada³y, jak by³o, ile musia³y przej¶æ, jak by³o ciê¿ko tam, w Tybecie... I wtedy do mnie dotar³o. Zrozumia³am, ¿e kiedy one tak sz³y, ja siedzia³am w Delhi. I ¿e nie mogê tego tak po prostu dalej robiæ. Muszê dzia³aæ!
W przypadku Deckyi dzia³anie to praca po kilkana¶cie godzin dziennie, bo Stowarzyszenie zawsze ma wiêcej pomys³ów, ni¿ ludzi do pracy. Pokazuje trzy puszki Red Bulla w torbie i u¶miecha siê: czasami trzy dziennie jej nie wystarczaj±.
- Najwa¿niejsza jest walka o jêzyk. Bez tego Tybet zginie. Dlatego organizujemy festiwale, pokazy kulturalne. Przez to pokazujemy, ¿e siê nie boimy. Trzeba pokazaæ Chinom, ¿e nie jeste¶my zastraszeni. Ja sama? Oczywi¶cie mówiê po tybetañsku, ale z pisaniem mam ju¿ k³opoty. W tym czasie kiedy siê uczy³am, szko³y nie by³y tak dobrze rozwiniête. Nie pisali¶my po tybetañsku, kiedy by³am dzieckiem.
Dzieñ aktywisty tybetañskiego w Dharamsali wygl±da podobnie do dnia pracownika organizacji pozarz±dowej w Polsce. Deckyi przychodzi rano do biura, czyta pocztê, zaczyna dzwoniæ, organizowaæ, spotykaæ siê, ustalaæ bud¿ety, odpisywaæ na maile, potem za³atwia materia³y na demonstracje...
Tyle, ¿e ¿aden pracownik trzeciego sektora w Polsce nie nas³uchuje wiadomo¶ci w lokalnym radiu o aresztowaniach i torturach znajomych.
- Pocz±tek to by³a makabra. Wcze¶niej nigdy nie by³am aktywistk±, nie ci±gnê³o mnie to zupe³nie. Chodzi³am oczywi¶cie na demonstracje, jak ka¿dy Tybetañczyk, ale raczej jako widz, a nie uczestnik... A tutaj mam organizowaæ strajk g³odowy, seminaria, i jeszcze we wszystko wierzyæ! Ale przyzwyczai³am siê szybko. Poza tym, to honor, pracowaæ dla narodu.
- Wierzysz w wolny Tybet?
- Hmmm... Wierzê w powrót do Tybetu. Trochê to skomplikowane. Wiem, co robi± Chiñczycy, wiem jak s± bezlito¶ni i jak trudno ¿yæ naszym braciom w Tybecie. Ale szanujê Jego ¦wi±tobliwo¶æ i jego wytyczne. My¶lê, ¿e Droga ¦rodka jest s³uszna.
- Czyli trzeba rozmawiaæ z Chinami?
- Trzeba negocjowaæ, bo przemoc donik±d nie prowadzi. Chocia¿ moi znajomi czêsto my¶l± zupe³nie inaczej. Jestem bardzo dumna z tego, ¿e pod±¿am za Jego ¦wi±tobliwo¶ci±. I mam nadziejê, ¿e wrócimy do Tybetu. Bo Indie s± piêkne, ale cokolwiek tu mamy, nie jest nasze. Szko³y, klasztory, domy - to wszystko indyjskie. Mam wielu wspania³ych  przyjació³ z Indii, ale ró¿nimy  siê. Oni maj± swój kraj, swoj± flagê, hymn. Ja mam tylko to co tutaj. I Tybet, tam daleko.
- Wiesz, mówi± o nas ¿e jeste¶my takim straconym pokoleniem, które nie szanuje Dalajlamy, tylko patrzy jakby siê tutaj najlepiej ustawiæ. Ja mam sporo znajomych w Delhi, sporo w innych miastach. Wszyscy Tybetañczycy tam sobie uk³adaj± ¿ycie, ale jak trzeba, natychmiast wszystko rzuc± i przyjad± pomagaæ. Pamiêtaj±, ¿e chodzi im o to, ¿eby wróciæ do kraju. Mimo tego, ¿e ¿aden z moich znajomych nie widzia³ Tybetu na w³asne oczy. Ja próbowa³am pojechaæ, ale Chiñczycy nie dali mi wizy.
Co nas tak pcha do dzia³ania? Mo¿e rodzice. Mo¿e poczucie obowi±zku.
A mo¿e to jest w nas i wiemy, ¿e je¶li nie my, to nikt nie bêdzie zainteresowany tym co siê dzieje na koñcu ¶wiata?

***

- Czy to nie upokarzaj±ce? Zobacz, tak wygl±da mój dokument w moim nowym kraju - mówi Phuchung i wyci±ga z kieszeni niewielk±, pomiêt± zielon± kartê ze zdjêciem.
To dowód osobisty, który  trzeba co roku odnawiaæ. Siedzimy na tarasie jednej z kilkudziesiêciu knajpek w Dharamsali. Phuchung ma przy sobie plecak, w³a¶nie wraca od znajomego, który mieszka w klasztorze, do domu. Czeka go kilkana¶cie godzin w autobusie. Ale na razie smag³y, przeciêtnie ubrany trzydziestolatek pije herbatê i patrzy w dal. W Polsce móg³by byæ nauczycielem angielskiego, a w wolnych chwilach prowadziæ swojego bloga z t³umaczeniami. I w Indiach uczy angielskiego.
- Jeste¶my tu go¶æmi. Tylko go¶æmi. To znaczy, ¿e co roku trzeba staraæ siê o now± kartê pobytu. Ka¿dy Tybetañczyk tak± ma, i to jest jedyny dowód na jego istnienie. Na rok. S³ysza³em, ¿e kiedy chcemy wyjechaæ za granicê, nie mamy paszportu, tylko specjalne za¶wiadczenie.
Phuchung, w odró¿nieniu od swoich znajomych, urodzi³ siê w Tybecie. Do Indii trafi³, gdy mia³ czterna¶cie lat. Przeszed³ z braæmi przez Himalaje, i nie chce o tym mówiæ.
- Maszerowali¶my w nocy, bo w dzieñ to by³o zbyt ryzykowane. Mieli¶my szczê¶cie, nasi przewodnicy znali drogê bardzo dobrze. Trafili¶my tutaj jak wszyscy: najpierw do szko³y, potem do liceum... Potem studia. Jak wszyscy. Nie zna³em hindi, zna³em chiñski. Nie zna³em angielskiego, zna³em tybetañski, ale inny dialekt ni¿ ten, którym mówi³o siê w szkole. To nie by³o ³atwe.
Phuchung jest w Indiach ju¿ piêtna¶cie lat.
- Indie nas chc±, bo Dalajlama przyci±ga turystów. Chc± nas, ale nie jeste¶my u siebie. Ja najbardziej na ¶wiecie chcia³bym wróciæ do Tybetu.
- Do wolnego Tybetu?
- Najlepiej tak, do wolnego. Ale nie wiem, czy to bêdzie mo¿liwe... Tak naprawdê to chcia³bym wróciæ do Tybetu, ¿eby zobaczyæ siê z moj± mam± przed ¶mierci±. Nie wiem, czy wtedy ju¿ bêdzie wolny. Ona ma ju¿ niemal siedemdziesi±t lat. Z ojcem nie zd±¿y³em siê zobaczyæ zanim umar³. Tutaj nie mam ¿adnych krewnych, domu. Mieszkam w szkole, w której uczê. To nie jest z³e ¿ycie, ale chcia³bym odwiedziæ rodzinê w Tybecie.
Phuchung nie my¶li na razie o walce. T³umaczy, ¿e starcie z Chiñczykami mog³oby siê skoñczyæ tragicznie. - Oni s± potê¿ni i brutalni. Pamiêtam to dobrze, maj± naprawdê mocna armiê. I maj± pieni±dze, którymi próbuj± kupowaæ naszych.
- Chiñczycy mówi±, ¿e Tybet to czê¶æ Chin. To k³amstwo, nigdy tak nie by³o. To nieprawda. Dla mnie najwa¿niejsze jest to, co mówi dzisiaj Jego ¦wi±tobliwo¶æ: ¿e tylko dialog jest drog± do porozumienia. Jego ¦wi±tobliwo¶æ jest dla mnie najwa¿niejszy, co on powie, jest dla mnie ¶wiête. Kiedy szed³em do Indii, opuszcza³em dom, najbardziej chcia³em zobaczyæ w³a¶nie Jego ¦wi±tobliwo¶æ. Szed³em prosto do boga. Tylko nie wiedzia³em, ¿e tak trudno bêdzie wróciæ. - mówi Phuchung cicho i odwraca g³owê, a jego oczy wilgotniej±.
- Nie s±dzê, ¿eby Kongres M³odzie¿y Tybetañskiej powinien walczyæ zbrojnie. ¯eby zrobiæ powstanie. Zobacz, co siê dzieje, kiedy wybuchaj± powstania, ile ludzi ginie w demonstracjach. U mnie na wsi, wszyscy siê bali Chiñczyków. Kongres ma swoje slogany, swoje idee. Ale ja wiem, jak wygl±daj± Chiñczycy i nie s±dzê, ¿eby ka¿da metoda walki by³a dobra. Musimy szanowaæ Jego ¦wi±tobliwo¶æ i nasz rz±d. Wierzyæ i prosiæ o zagranicê o pomoc.
Tylko to nam zosta³o.
- A je¶li nie uda siê wróciæ do Tybetu?
- Musi siê udaæ.
- A je¶li jednak?
- To wtedy chcia³bym wyjechaæ. Zacz±æ nowe ¿ycie, w Kanadzie, w USA. Tam s± du¿e kolonie tybetañskie, jest szansa na lepsze ¿ycie. Teraz chcê dokoñczyæ studia, zdobyæ licencjat.
- A co z walk± o Tybet?
- Czekamy na pomoc. Samo wspó³czucie nam nie wystarczy - musi byæ jakie¶ dzia³anie ze strony rz±dów za granic±. W przeciwnym wypadku nic siê nie zmieni. Widzê, ¿e po ostatnim powstaniu ¶wiat zacz±³ siê orientowaæ, jakie naprawdê s± Chiny - ¿e s± dwulicowe, fa³szywe.
Ale to nie wystarczy. Je¶li ¶wiat wiêcej nie zrobi - bêdziemy cierpieæ. Sami nie damy rady. Jest nas za ma³o.
Ale nie tego siê najbardziej obawiam.

Najgorszy jest mój sen o przysz³o¶ci. Bojê siê, ¿e siê spe³ni. Widzê w nim dzieci, które biegaj± naoko³o mnie. To musz± byæ moje dzieci, bo krzycz±: Tato! Tato, opowiedz mi o Tybecie! Jak tam jest? S± wysokie góry? Jest zimno?

A ja nie potrafiê im nic powiedzieæ, bo ju¿ nic nie pamiêtam. Wszystko zapomnia³em.

Wtedy siê budzê przera¿ony.

 

***

Bardzo dziêkujê Natalii Bloch za pomoc w dotarciu do bohaterów reporta¿u. Wiersz Tenzina Tsundue „Moja Tybetañsko¶æ" w przek³adzie Stefana Baranowskiego i Marcina Barskiego, pochodzi z tomika „Kora", wydanego w wydawnictwie vis-a-vis w Krakowie.

I jeszcze, na koniec: Moja Tybetañsko¶æ

Trzydzie¶ci dziewiêæ lat na uchod¼stwie.
Nie wspiera nas ¿aden naród.
¯aden przeklêty naród!

Jeste¶my uchod¼cami.
Ludem utraconej ziemi
Obywatele bez narodu

Tybetañczycy: zasoby ¶wiatowego wspó³czucia.
Pogodni mnisi i rado¶ni tradycjonali¶ci;
sto kilkadziesi±t tysiêcy rozproszonych,
zasymilowanych i przesi±kniêtych
mnóstwem hegemonii kulturowych

W ka¿dym urzêdzie i na ka¿dym posterunku
jestem „Indusem pochodzenia tybetañskiego".
Dokument to¿samo¶ci
odnawiam co roku z hinduskim salaam.
Cudzoziemiec urodzony w Indiach.
By³bym ca³kiem Indusem,
Gdyby nie moja twarz ¿ó³tka z Tybetu

Jestem Tybetañczykiem.
Ale nie jestem z Tybetu.
Nigdy tam nie by³em.
Choæ marzê, by tam umrzeæ.

 

22:26, maciej_kuzmicz , Azja
Link Komentarze (1) »
wtorek, 03 marca 2009

Ktokolwiek dokona³ dzisiejszego zamachu na krykietow± dru¿ynê Sri Lanki w Pakistanie, wiedzia³ doskonale jaki szok wywo³a. W bia³y dzieñ strzelano w Lahore, jednym z najwiêkszych miast Pakistanu, do dru¿yny sportowej. Co wiêcej - do dru¿yny krykieta!

Atak na dru¿ynê krykieta to co¶, co dotychczas nie mie¶ci³o siê Pakistañczykom w g³owie. Przede wszystkim dlatego, ¿e to nie jest sport narodowy, ale co¶ w rodzaju kultu, ¶wiêto¶ci. Krykieci¶ci s± gwiazdami pierwszego formatu, a pozycja krykieta w pañstwach takich jak Indie, Pakistan czy Sri Lanka jest niezachwiana: mo¿na go porównaæ chyba tylko do pi³ki no¿nej w Anglii.

Zamach na lankijsk± dru¿ynê jest kolejnym dowodem na to, ¿e w³adze w Pakistanie nie panuj± zupe³nie nad sytuacj±, zajête walk± o w³adzê. A ca³e pañstwo stacza siê powoli, ale nieub³aganie do kategorii pañstw upad³ych. I ¿e ustêpstwa wobec bojowników, jakie ostatnio poczyniono, nie dzia³aj±. I na pewno nie zachêcaj± do negocjacji.

To jest dzi¶ jeden z najwiêkszych problemów globalnych - jestem tego pewien. Nie tylko dlatego, ¿e Pakistañczycy maj± bombê atomow±, ale równie¿ dlatego, ¿e s± kluczowym sojusznikiem NATO w Afganistanie.

Ale jak wynika z ostatniego numeru The Economist, Polska jest znacznie bardziej ryzykowna dla inwestorów ni¿ Pakistan. W kontek¶cie ostatnich zamachów to naprawdê ciekawe: warto przyjrzeæ siê zestawieniu z ostatniego numeru The Economist, który na podstawie danych HSBC porówna³ ryzyko inwestycyjne i ryzyko w ogóle w pañstwach rozwijajacych siê.

Publicy¶ci The Economist za analitykami banku HSBC na podstawie trzech wska¼ników szacuj± ryzyko i wychodzi im, ¿e trzy najbardziej zagro¿one "zara¿eniem" kryzysem pañstwa rozwijaj±ce siê to RPA, Wêgry i... Polska! Dopiero na szóstym miejscu plasuje siê Pakistan... Co wystawia chyba analitykom HSBC odpowiedni± opiniê.

Ca³y tekst z The Economist polecam tutaj. A tutaj raport z ostatniego numeru, w którym sporo o pañstwach naszego regionu - co¶ w rodzaju rehabilitacji za bzdury HSBC.

10:35, maciej_kuzmicz , Azja
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26
Zak³adki:
Czytelnia
Polecam
Przegl±dam - foto
Przegl±dam - txt
S³ucham
Wszystkie inne, te¿ fajne
B±d¼ na bie¿±co

¦wiat Inaczej TV

¦WIAT INACZEJ TV: Co powiedzia³by¶ globalnym liderom?

ONZ s³ucha zwyk³ych ludzi. Tak! Je¿eli mia³by¶ minutê ¿eby powiedzieæ co¶ superwa¿nego prezydentowi Obamie, Hu Jintao czy Luli da Silvie, co by to by³o? Nagraj wideo do 10 pa¼dziernika - zachêca ONZ i zaprasza do NY!

Wiêcej filmów ¦wiat Inaczej TVJEST TUTAJ »
A tutaj s± moje ulubione RODZYNKI WIDEO ZE ¦WIATA »

Spójrz na ¶wiat inaczej
Od¶wie¿ zawarto¶æ agregatora
Kliknij koniecznie!
GDRG
Help end world hunger
www.Pajacyk.pl
O mnie i o blogu

Nazywam siê Maciej Ku¼micz, moja pasja to pañstwa rozwijaj±ce siê. Zdarza mi siê o nich pisaæ - wiêcej znajdziesz w CZYTELNI»

Prowadzê badania naukowe w SGH, wspó³pracujê ze stowarzyszeniem Global Development Research Group »

Wiêcej o tym, kim jestem znajdziesz TUTAJ»

¦wiat Inaczej to blog o tym, co nie mie¶ci siê w polskich mediach, a jest na tyle ciekawe i wa¿ne, ¿e powinni¶my o tym wiedzieæ. Zobacz kto i po co pisze ¦wiat Inaczej »

@NAPISZ DO AUTORA
top | © Maciej Ku¼micz | design by kate_mac

Zobacz mnie na GoldenLine View Maciej Kuzmicz's profile on LinkedIn site statistics